niedziela, 26 marca 2017

King Kong vs. Godzilla (1962)






Trzeci film z serii i pierwszy w kolorze!!! I... byłem zaskoczony, że ten film nie jest tak zły jak się spodziewałem, nie jestem fanem japońskiego King Konga (którego widziałem wcześniej King Kong Escape), który wygląda ostro słabo w tych filmach, Godzilla zresztą też nie jest super w tym filmie, ale to może efekt, że nie ma już maskowania niedoskonałości efektów specjalnych czernią i bielą. Ale generalnie bawiłem się na tym dobrze, a nawet bardzo dobrze był zabawny, ale też bez przesady, wciąż jeszcze czuć wpływ oryginału na klimat, ale to już nie jest aż taka powaga, ale wciąż lepiej pokazuje reakcje ludzi niż Shin Godzilla xD.

Rozwałka robiona przez Konga i Godzillę była bardzo fajnie zrobiona, zawsze podziwiałem tą robotę modelarską i te wszystkie makiety (miło też, że dla odmiany wpierdziel dostali też amerykanie ;) ). List miłosny do Sił Samoobrony oczywiście obecny (i bardzo fajnie!). Postacie ludzkie były ok, może nie aż tak fajne jak w poprzednim filmie, ale też się ich przyjemnie oglądało, szczególnie ten szef reklamy, był tak komediowo przerysowany, że nie mogłem go nie lubić xD.

PS. Zabawna jest wyspa King Konga, gdzie Japończycy byli pomalowani na mieszkańców Polinezji, przypomina mi to pewną postać ze Śniadania u Tifaniego, podobny kaliber xD.

Brak komentarzy: