Drugi film z 1964 o Godzilli, ale niestety już nie tak dobry jak w
przypadku starcia z Mothrą, szczególnie fabuła ze strony ludzi wydawała
mi się trochę... cóż słabsza nadrabiano to co prawda fajnymi postaciami,
ale niestety to już nie ten poziom co w poprzednich filmach, co prawda
nieśmiało, ale na scenę zaczynają wkraczać różnoracy kosmici, tym razem w
osobie księżniczki z wymyślonego kraju, gdzieś z Indochin, bądź samych
Indii, która prorokuje ogólną zagładę wszystkiego i wszystkich, pierw
przewiduje pojawienie się Rodana, Godzilli a później samego Ghidory. Do
kotła trza jeszcze dorzucić Godzillę i Mothrę. Osobiście najbardziej mi
się z całego filmu podobało jak kapłanki Mothry robią jej PR w Japonii
występując w jakimś TalkShow xD. Trzeba też przyznać, że bardzo fajnie
film budował klimat zagrożenia ze strony Ghidory i nie dziwie się
dlaczego to właśnie ten potwór stał się najpopularniejszym przeciwnikiem
Godzilli i jego wesołej kompanii.
Potwory
jak to potwory, Godzilla i Rodan pierw robią rozpierduchę, a jak się
spotykają to zaczynają ze sobą walczyć bez wyraźniejszego powodu, mam
wrażenie że Godzilla ma po prostu uraz do wszystkiego co lata po
poprzednim filmie,
potem dołącza do nich Mothra, która chce ich przekonać do połączenia
sił przeciwko Ghidorze, początkowo z Ghidorą walczy sama Mothra, a jak
ta dostaje wciry dołączają Rodan i Godzilla i walka rozpętuje się na
całego, genialne w swojej prostocie sceny współpracy ziemskich potworów
są przeurocze i diabli satysfakcjonujące.
Dla odmiany jakoś
szczególnie dużo Sił Samoobrony w tym filmie nie było, ale tak czy
inaczej służby porządkowe jak zwykle stają na wysokości zadania, a
wisienką na torcie jest generał nawołujący do rozwagi i moralnego proawa
w stosunku do wykorzystania broni jądrowej xD.
Generalnie wciąż
to poczciwy film ze wczesnej Showy, choć sam Godzilla tak polubił bycie
bohaterem, że mu już w zasadzie to zostanie do końca cyklu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz