Trailer
Jakby nie patrzeć nigdy
specjalnie nie przepadałem za tą produkcją… nawet teraz, gdy wyrasta ze mnie
fanboy serii Heisei, mam ogromne mieszane uczucia wobec tego filmu. Jasne jest
ogromny i to nawet bardziej niż poprzedni, modele i makiety są chyba najlepsze
w całej franczyznie, a klimat jest równie poważny co w poprzednim filmie, ale
coś mi tu po prostu nie pasuje, ot głupie odczucie fana.
Postacie ludzkie są bardzo w
porządku, po pierwsze to co mi się najbardziej podoba, nie tylko Godzilla już
przechodzi między filmami, ale i postacie ludzkie zaczynają pojawiać się w
różnych filmach (i nie mam tu na myśli tych samych aktorów w różnych rolach. W
tym filmie po raz pierwszy pojawia się Miki, moja waifu z Godzilli 😉,
posiadająca psioniczne zdolności (póki co) nastolatka , która pojawi się już w
każdym filmie z serii Heisei. Reszta obsady była również bardzo fajna, zarówno pułkownik
czy major (w zależności od tłumaczenia) z sił samoobrony, czy sympatyczny
Gondo. Świetnie moim zdaniem wypadłą też rola Prof. Shiragamiego.
Efekty specjalne w tym filmie są…
cóż wielkie… naprawdę ogromne jeżeli chodzi o skalę, dodatkowo przy tym filmie
z Toho współpracowały siły samoobrony (bo te filmy pokazują ich w jak
najlepszym świetle), przez co skale mobilizacji wojsk są ogromne, świetnie
oddano też śledzenie wielkiego G i nie wiedzieć czemu zawsze sądziłem, że te
animacje komputerowe były w poprzednim filmie… cóż dziwne. I jeszcze mała
ciekawostka, ten czołg strzelający laserami… gdy byłem mały byłem święcie przekonany,
że naprawdę takie czołgi istnieją i są na wyposażeniu armii Japonii, tak dobrze
są te modele zrobione…
Fabularnie… cóż ten film jest
bio.. przez duże B, mamy bioterrorystów, biokorporacje, bioagentów no i Biolante,
nie specjalnie podoba mi się, to że za bardzo ten film atakuje naukę i
technologię, zapominając już o wyważeniu oryginału z 1954 (tym bardziej, że w
użytku były różnorakie bronie z arsenału szalonych naukowców).
Godzilla, to już ten Heisei
Godzilla, choć poprawi w wyglądzie jeszcze drobne będą, ale tutaj mamy
praktycznie efekt końcowy, potwór wygląda genialnie, ogromny, wywołujący jednocześnie
podziw i grozę, porusza się też znacznie lepiej i zachowując sporo nowej
motoryki na twarzy już nie wygląda jakby coś palił bądź brał. Biolante… cóż
może stąd moje mieszane uczucia, pierwsza forma wielkiej róży wciąż mnie dość
mocno śmieszy, ale cholera… ostatnia (cóż w sumie to przedostatnia) forma, to
już naprawdę genialny design, biolante wygląda wręcz przerażająco, połączenie
Godzilli z rośliną wypadło kapitalnie.
Nie jest to mój ulubiony film z
serii Heisei, ale dla epickiego klimatu warto po niego sięgnąć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz