wtorek, 8 sierpnia 2017

Godzilla 2000: Millennium (1999)




 Trailer

Cóż, to że Japończycy nie byli specjalnie zachwyceni produktem Emmericha i swoim filmem odpowiedzieli bardzo szybko, bo już rok później Toho wypuściło do japońskich kin Powrót Godzilli (jak ten tytuł jest znany w Polsce)… i suma summarum jest to gigantyczny środkowy palec skierowany w stronę USA, bo film wręcz momentami korzysta z elementów tamtego filmu w.. tyle, że w formie żartu. Bohaterowie Emmericha schronili się w tunelu? Mamy tu podobną scenę, tyle, ze wielki G nie robi sobie wiele z tego i po prostu zaczyna ten tunel zapadać pod swoim ciężarem xD. Gdzie indziej wojsko chce zabić Godzille nowymi suprrakietami, oczywiście nic to nie daje. A co zabiło Zillę? Właśnie rakiety! Takich drobnych i bardziej grubych dowcipów z filmu amerykanów jest pełno i stosunkowo łatwo je wyłapać.

Fabularnie to niestety reboot, możemy już zapomnieć o serii Heisei czy Sowa, film z 1999 odnosi się tylko do pierwszego filmu. Szkoda, bo finał Heisei jak i spójność tej serii to ogromny potencjał na sequele. Niemniej film ogląda się bardzo dobrze, nie jest to nic nadzwyczajnego, od wypluty na szybko scenariusz, który mógłby posłużyć jako zapchaj dziura dowolnej serii o Godzilli, ale jest przyzwoity, naprawdę bywały  dużo gorsze historie.

Pod względem postaci jest wcale nieźle, postacie to takie… można powiedzieć lepsze (eony lepsze wersje postaci z filmu Emmericha (minus Jean Reno), tak wiec mamy ekscentrycznego naukowca samego wychowującego córkę, żadną sławy dziennikarkę i zuego i podłego szefa agencji bezpieczeństwa. Postacie pierwszoplanowe jak i drugo planowe były sympatyczne (oprócz oczywiście tego Zuego) i można było się z nimi utożsamić, zwłaszcza w drugiej połowie filmu, gdzie stawka była znacznie wyżej podniesiona.

Nowy Godzilla jest… ok, design może nie zachwyca mnie tak jak dawniej, ale to wciąż jeden z lepszych projektów tego potwora, kiedyś nawet uważałem go za swój ulubiony, ale jakoś przez te lata bardziej się jednak przekonałem do wersji Heisei. Sam Wielki G jest znów neutralnym potworem skupionym na niszczeniu źródeł energii, ale jak to bywało w Heisei przy okazji ocali ludzkość od zagrożenia z kosmosu.

Nowy potwór o imieniu Orga… (taaaaa)…. Cóż pojawił się w filmie tak naprawdę tylko na kilka minut (wcześniej był tylko w formie statku kosmicznego), ale i tak fajnie pokazał czego brakowało w amerykańskiej wersji. Plus dla Orgii, że pokazał inteligencje Godzilli, bo Wielki G musiał trochę pogłówkować, żeby się pozbyć złego ufoka.

Główną bolączką tego filmu są dla mnie efekty specjalne, bo są w cholerę nierówne, głównie chodzi tu głównie o sekwencje kompozytowe, które momentami wyglądały wyjątkowo biednie, CGI też tradycyjnie ssie, a modelarstwo momentami się niestety krztusi.

Fakt faktem film na moje był zrobiony na szybko, aby jak najszybciej odpowiedzieć na amerykański film i tak jest eony lepszy od filmu Emmericha, ale parę miesięcy więcej, byłby znacznie lepszy.

PS. Podobno wersja amerykańska tego filmu jest dużo lepsza niż oryginał.



1 komentarz:

Krzysztofek pisze...

Ja bardzo lubię Powrót Godzilli (1999), za oryginalność i danie czegoś nowego w serii