Trailer
Cóż, to że
Japończycy nie byli specjalnie zachwyceni produktem Emmericha i swoim filmem
odpowiedzieli bardzo szybko, bo już rok później Toho wypuściło do japońskich
kin Powrót Godzilli (jak ten tytuł jest znany w Polsce)… i suma summarum jest
to gigantyczny środkowy palec skierowany w stronę USA, bo film wręcz momentami
korzysta z elementów tamtego filmu w.. tyle, że w formie żartu. Bohaterowie
Emmericha schronili się w tunelu? Mamy tu podobną scenę, tyle, ze wielki G nie
robi sobie wiele z tego i po prostu zaczyna ten tunel zapadać pod swoim
ciężarem xD. Gdzie indziej wojsko chce zabić Godzille nowymi suprrakietami,
oczywiście nic to nie daje. A co zabiło Zillę? Właśnie rakiety! Takich drobnych
i bardziej grubych dowcipów z filmu amerykanów jest pełno i stosunkowo łatwo je
wyłapać.
Fabularnie to niestety reboot,
możemy już zapomnieć o serii Heisei czy Sowa, film z 1999 odnosi się tylko do
pierwszego filmu. Szkoda, bo finał Heisei jak i spójność tej serii to ogromny
potencjał na sequele. Niemniej film ogląda się bardzo dobrze, nie jest to nic
nadzwyczajnego, od wypluty na szybko scenariusz, który mógłby posłużyć jako
zapchaj dziura dowolnej serii o Godzilli, ale jest przyzwoity, naprawdę bywały dużo gorsze historie.
Pod względem postaci jest wcale
nieźle, postacie to takie… można powiedzieć lepsze (eony lepsze wersje postaci
z filmu Emmericha (minus Jean Reno), tak wiec mamy ekscentrycznego naukowca
samego wychowującego córkę, żadną sławy dziennikarkę i zuego i podłego szefa
agencji bezpieczeństwa. Postacie pierwszoplanowe jak i drugo planowe były
sympatyczne (oprócz oczywiście tego Zuego) i można było się z nimi utożsamić,
zwłaszcza w drugiej połowie filmu, gdzie stawka była znacznie wyżej
podniesiona.
Nowy Godzilla jest… ok, design
może nie zachwyca mnie tak jak dawniej, ale to wciąż jeden z lepszych projektów
tego potwora, kiedyś nawet uważałem go za swój ulubiony, ale jakoś przez te
lata bardziej się jednak przekonałem do wersji Heisei. Sam Wielki G jest znów
neutralnym potworem skupionym na niszczeniu źródeł energii, ale jak to bywało w
Heisei przy okazji ocali ludzkość od zagrożenia z kosmosu.
Nowy potwór o imieniu Orga…
(taaaaa)…. Cóż pojawił się w filmie tak naprawdę tylko na kilka minut
(wcześniej był tylko w formie statku kosmicznego), ale i tak fajnie pokazał
czego brakowało w amerykańskiej wersji. Plus dla Orgii, że pokazał inteligencje
Godzilli, bo Wielki G musiał trochę pogłówkować, żeby się pozbyć złego ufoka.
Główną bolączką tego filmu są dla
mnie efekty specjalne, bo są w cholerę nierówne, głównie chodzi tu głównie o
sekwencje kompozytowe, które momentami wyglądały wyjątkowo biednie, CGI też
tradycyjnie ssie, a modelarstwo momentami się niestety krztusi.
Fakt faktem film na moje był
zrobiony na szybko, aby jak najszybciej odpowiedzieć na amerykański film i tak
jest eony lepszy od filmu Emmericha, ale parę miesięcy więcej, byłby znacznie
lepszy.
PS. Podobno wersja amerykańska
tego filmu jest dużo lepsza niż oryginał.

1 komentarz:
Ja bardzo lubię Powrót Godzilli (1999), za oryginalność i danie czegoś nowego w serii
Prześlij komentarz